Jestem wolna
Pragnę wyrazić moją wdzięczność i podzielić się radością z tego, że istnieje rozwiązanie. Uwolnienie od cierpienia, porażki, rozczarowania i monotonni, które towarzyszyły mojej ludzkiej egzystencji. Wszystkie moje próby znalezienia sprawiedliwości w tym świecie oraz pogodzenia wszechobecnych tutaj sprzeczności okazywały się daremne i nic nie było w stanie trwale mnie usatysfakcjonować. I wtedy zdarzył się cud. Została mi zaoferowana droga wyjścia. Droga wyjścia z miejsca, do którego nikt z nas nie przynależy i próbując utożsamić się z nim, skazuje siebie na ból.
Dzięki zastosowaniu treningu umysłu Kursu Cudów Jezusa Chrystusa dokonuje się nieustającą przemiana mojego umysłu z ciemności do świtała, z nicości do życia. Ku uświadomieniu sobie obecności miłości tu i teraz. I nic już nie jest takie, jakim było wcześniej. Choć dalej chodzę po polskich ulicach i robię zakupy w supermarkecie, wiem, że nie jestem stąd i że nie ma śmierci. Syn Boga jest wolny. Ja jestem wolna! Nie ma żadnego świata. To jest mój umysł. Jezus wskazał mi drogę poprzez swoje zmartwychwstanie i dał pomoc, abym i ja mogła zmartwychwstać. I każdego dnia rodzę się na nowo. To jest cud.
Magda
Na górę
Światło nadziei

Po kilku latach
zażywania narkotyków i alkoholu, będąc na dnie rozpaczy usłyszałem
w nocy głos. Było to doświadczenie dźwięku w którym rozpoznałem
szansę na odmianę wszystkiego, co do tej pory uczyniłem.
Doświadczenie tej
nocy sparaliżowało mnie. Postanowiłem zaufać głosowi, który
mówił, że jeśli chcę, to mogę wszystko odmienić. Następnie zdecydowałem
odstawić wszystkie używki. Kiedy podjąłem ten krok otrzymałem
wszelką pomoc.
W najczarniejszej
nocy pojawił się głos, pojawiło się światło zapewniające mnie,
że istnieje rozwiązanie, że jest ktoś, kto może mi pomóc i ta
pomoc jest spoza tych ram postrzegania. Nie wiem jak, ale wiem,
że mój umysł został zdumiewająco odmieniony.
W najczarniejszej
nocy pojawiło się światło, wiara i nadzieja.
Kilka chwil później
dowiedziałem się, że to Jezus.
Dziękuję za te czarną
noc. Dziękuję i proszę, opiekuj się mną zawsze, przemieniaj
czarną noc w światło dnia.
Piotr
Na górę
Cud
mojego życia
Odkąd pamiętam,
to zawsze byłam konsekwentna w poszukiwaniu Prawdy i nie satysfakcjownowały
mnie odpowiedzi uzyskane nawet od znakomitych autorytetów, jeżeli
nie były moim pełnym udziałem, czy w jakikolwiek sposób były
sprzeczne z tym, co mówiło mi wnętrze. Dlatego też musiałam
najpierw spędzić sporo czasu zaliczając najrozmaitsze kursy
oraz przeczytać mnóstwo inspirujących książek z tzw. ,,duchowej"
dziedziny. Jednak wciąż coś nie dawało mi spokoju i wołało we
mnie, że musi być coś więcej niż to, co jedynie odbierały moje
zmysły. W końcu zdesperowana, poprosiłam, a właściwie wykrzyczałam
o pomoc w tym, by zostało mi pokazane, czym jest ta nieuchwytna
Prawda. Dosłownie po tygodniu na mojej drodze pojawili się Nauczyciele
Kursu Cudów z USA. Kiedy spytałam ich, w jaki sposób mnie odnaleźli,
to uzyskałam odpowiedź, że przecież ich wzywałam, i że to cud
sprawił, że trafili prosto pod moje drzwi, prowadzeni przez
światło. I tak zaczęła się moja nieustająca i najradośniejsza
przygoda w moim życiu, kiedy to przesłanie Chrystusa zawarte
w najwspanialszej księdze wszechczasów, w Kursie Cudów, diametralnie
zmieniło moje postrzeganie, a co za tym idzie całe dotychczasowe
życie.
Doświadczam cudów
każdego dnia. Mogę jedynie dodać, że równie fantastyczny jest
ciągły proces mojego uzdrowienia, który przebiega na wszystkich
płaszczyznach. Współczesna medycyna już dawno temu skazała mnie
na nieuniknioną śmierć, a ja dzięki mocy Chrystusa we mnie nie
poddałam się zwątpieniu, tylko uwierzyłam, że u Boga nie ma
rzeczy niemożliwych i uzdrowienie stało się moim udziałem. Zrozumiałam,
że skoro Bóg jest Miłością, więc i ja również Nią jestem. I
tak, z zalęknionej niegdyś osoby, poddającej się ciągłej depresji,
przeistoczyłam się w radosną, szczęśliwą istotę, która po prostu
wie, że nie ma się czego bać, gdyż nieustająco jestem podtrzymywana
Miłością Boga.
Z dziękczynieniem
dla wszystkich Nauczycieli, którzy stanęli na mojej drodze,
zwłaszcza dla mojego syna, z Miłością i Światłem,
Olimpia
Na górę
Nie
może się nie udać

Pamiętam Miłość
i Doskonały Pokój. Wiedziałam, że jestem Miłością i otacza
mnie miłość, którą widziałam w ludziach: rodzicach, przyjaciołach,
mężu, dzieciach. Szczęścia i Miłości szukałam na zewnątrz,
próbując zmienić świat i ludzi oraz zdobyć jak najwięcej pieniędzy,
które miały być przepustką do wolności. Mojej miłości towarzyszył
lęk przed jej utratą.
Miałam nadzieję, że moje siły, wytrwałość i determinacja wystarczą,
aby osiągnąć cel. W Boga wierzyłam, ale nie liczyłam specjalnie
na Jego pomoc. Polegałam tylko na sobie. Mimo dobrych intencji,
doznawałam niepowodzeń w swoich staraniach . Poniosłam całkowitą
klęskę finansową. Nie potrafiłam zapewnić pieniędzy na egzystencję
swojej rodziny. Gdy życie mną potrząsnęło, stwierdziłam, że
idę w złym kierunku. W moim życiu pojawiła się osoba, która
przypomniała mi, że do swoich starań powinnam włączyć Boga.
Zaczęłam kierować się ku Bogu i ku Światłu , które jest Miłością.
Oprócz celów związanych z egzystencją, obrałam drugi cel -
Bóg i dążenie ku Światłu i Prawdzie.
Zapragnęłam być
szczęśliwa i miłość stała się najważniejsza w mym życiu. Miłości
podporządkowałam wszystkie moje poczynania. To uczucie miłości
spowodowało, że odnalazłam w mym życiu Jezusa z Jego Kursem
Cudów. Teraz wiem, że mam tylko jeden cel - zbawienie, które
da mi trwałe szczęście, bezpieczeństwo i spełnienie.
Jezus w Kursie
Cudów daje szczegółowe i konkretne instrukcje, jak to osiągnąć.
Wiem, że nie muszę martwić się o egzystencję i sama wymyślać,
co robić, bo wszystko jest mi dane. Moim zadaniem jest słuchać
Głosu Boga i zdać się na prowadzenie Ducha Świętego. Jezus
jako starszy Brat jest dla mnie wzorem do naśladowania. Z
takimi Pomocnikami nie może mi się nie udać zobaczenie prawdziwej
rzeczywistości - domu mego Ojca . Idę tam i zabieram wszystkich
moich braci, abyśmy radowali się i śpiewali Bogu Pieśń Miłości
na wieczność.
Ewa
Na górę
Jestem
życiem

Obudzenie w moim
umyśle jest jak błysk lampy fotograficznej w całkowitej ciemności.
Z jednym tylko wyjątkiem; światło nie zniknęło. Wiem, że było
tam zawsze, że niemożliwe jest, aby go tam nie było, ponieważ
otrzymałem Je od mego Ojca, gdy mnie stworzył, a wszystko co
od Niego pochodzi jest wieczne. Tylko z jakiegoś niepojętego
powodu zasłoniłem to światło, a mój umysł, którym jestem, ogarnęła
ciemność. Owa ciemność nie jest rzeczywista, lecz ja dla siebie
uczyniłem ją rzeczywistą. Wierzyłem, że ta ciemność jest światłem
i cierpiałem pogrążony w bólu, miotałem się, atakowałem, broniłem
i coraz mocniej przekonywałem się, że to nie może być tym, co
Bóg dla mnie przeznaczył. Co ja takiego zrobiłem? Ja chcę żyć!
Nie chcę cierpieć, nie chcę sprawiać innym bólu, nie chcę łez.
Kim jestem, abym tego doświadczał? Nieźle się urządziłem. Ja
tu cierpiący, Bóg tam w radości. Aha. Mam umrzeć. Ale tam też
straszą, że jest jakieś piekło, że jakieś ognie, smoła, diabły.
Niech to jasny dunder świśnie. Naprawdę nieźle się urządziłem.
Jednak to światło,
którym mnie mój umiłowany Ojciec obdarzył, to światło we mnie,
mówiło mi, że jest inny świat. Więc szukałem, aż stałem się
gotowy zaakceptować inne rozwiązanie, spoza tej koncepcji świata,
który postrzegałem. W tym momencie spotkałem Kurs Cudów , a
właściwie to on mnie spotkał , jest odpowiedzią na moje wołanie
o pomoc. I wtedy ten błysk w moim umyśle. To jest cud. To niewiarygodne,
jak bezsensowne wyobrażenie siebie wytworzyłem, kiedy zestawiłem
je z prawdą o mnie. Prawdą, która będąc aspektem mego Ojca,
jest wieczna. Prawdą, że jestem Synem Bożym, takim jakim stworzył
mnie Bóg, jestem Myślą w Jego Umyśle, pełny i doskonały, że
nigdy nie opuściłem mego Ojca, bo myśl nigdy nie opuszcza swego
źródła. To co myślałem, że jest rzeczywiste, nigdy się nie wydarzyło.
Nie zrobiłem nic, za co powinienem siebie, czy kogokolwiek winić.
Przebaczyłem sobie. Jestem na wieczność w Pokoju i Miłości mego
Ojca . To jest prawda o mnie.
To co wydawało mi
się prawdą, to tylko wspomnienie, sen o świecie, który dawno
się skończył, lecz ja z jakiegoś niepojętego powodu, trwałem
w tym wspomnieniu, śnie. To jest cud. Teraz, kiedy rozpoznałem
prawdę o mnie, całkowite obudzenie za chwilę nastąpi. Jeszcze
tylko uwolnię całkowicie to światło z wnętrza mojej Jaźni i
połączę się z moim Ojcem. Mam w swym umyśle pamięć o tej świętej
chwili, kiedy jako umysł, bez formy, poza czasem jestem przy
moim Stwórcy w Pokoju i Miłości; w uczuciu, którego nie da się
opisać ani wyrazić. Jest to stan błogości. To jest moje miejsce,
to jest moje dziedzictwo. Idę do Domu - jestem w Domu; poprzez
życie. Bo ja jestem życiem.
Wojtek
Email: Wojtekmiracles@gmx.de
Na górę |